Blog

Hong Kong

Hong Kong jest już ostatnim punktem naszej azjatyckiej podróży. Last but not least. Co do tego miejsca miałam największe oczekiwania i plany. Wynikało to z tego, że bardzo wiele słyszałam o tym miejscu od znajomych, najczęściej powtarzało się stwierdzenie, że Hong Kong jest połączeniem Nowego Jorku i Bangkoku. Ciężko było mi wyobrazić sobie ten mix tak różnych od siebie miast, ale zdecydowanie jest to trafne określenie!

Właśnie dlatego Hong Kong tak bardzo mnie zauroczył a mieszanka różnorodności jest zdecydowanie wybuchowa! Powierzchniowo jest to niewielkie miasto, z jednego końca na drugi za pomocą metra można przedostać się w ciągu zaledwie 30 minut, trzy przystanki metrem na północ od ścisłego centrum to już są obrzeża i panuje tam zdecydowanie atmosfera Bangkoku. Uliczne bazary, na których można kupić praktycznie wszystko oraz street food gdzie nikt nie martwi sie brakiem bieżącej wody.  Zagęszczenie ludności jest ogromne, dlatego wszędzie, dosłownie wszędzie piętrzą się bloki mieszkalne, pomimo iż budynki są ogromne mieszkania w środku zdecydowanie miniaturowe…hmmm nie nazwałabym tego nawet popularnymi w Polsce kawalerkami 😛 Wszystko jest bardzo stare i zniszczone, tynk odpadający ze ścian, konstrukcje na pierwszy rzut oka grożące zawaleniem oraz okolica, która nie tylko w nocy przyprawia o ciarki na plecach.

Jednak centrum miasta jest zupełnie inne, nowoczesne, zmodernizowane, powiedziałabym nawet bardzo “amerykańskie” tudzież “nowojorskie”. Drapacze chmur, w których znajdują się biura najbardziej znanych na świecie firm z sektora finansowego, ekskluzywne sklepy Gucci, Louis Vuitton, Chanel etc. Międzynarodowe restauracje z całego świata (nie tylko te szybkiej obsługi typu McDonalds czy Pizza Hut), w centrum raczej nie znajdziemy żadnego typowo azjatyckiego miejsca, królują tam przede wszystkim restauracje libańskie, włoskie i amerykańskie. Szybkie życie, wielki świat, businessmani oraz businesswoman dosłownie wszędzie. Zaskakująca w tym mieście jest ilość markowych sklepów oraz ukrytych przejść. Większość budynków jest ze sobą połączona centrami handlowymi, przechodząc przejściem nad ulicą lub przejściem podziemnym przechodzi się przez sam środek shopping mall i jak tu nie zahaczyć o kolejny sklep i nie kupić kolejnej pary butów?! Pośród tej wielkiej betonowej dżungli, znajdują się parki, gdzie w czasie przerwy na lunch ludzie przesiadują odpoczywając od codziennych obowiązków.

Moim zdaniem Hong Kong jest jednym z najbardziej zróżnicowanych miejsc w Azji, łączy w sobie dwie skrajności wschodnią orientalność i zachodni postęp technologiczny. Jest to miejsce, w którym rozwijają się wielkie przedsiębiorstwa, podejmowane są najważniejsze biznesowe decyzje zmieniające losy gospodarki na całym świecie, ale również jest to miejsce pełne niezwykłej azjatyckiej kultury 🙂

Photo 19-02-2017, 16 52 20Photo 19-02-2017, 18 47 51Photo 20-02-2017, 14 02 02Photo 19-02-2017, 18 28 15Photo 20-02-2017, 13 32 19Photo 19-02-2017, 18 44 22 (1)Photo 19-02-2017, 15 37 48Photo 19-02-2017, 16 10 10Photo 20-02-2017, 09 59 22Photo 19-02-2017, 15 48 27Photo 19-02-2017, 12 29 14Photo 19-02-2017, 18 42 17Photo 19-02-2017, 17 02 44Photo 19-02-2017, 16 38 27Photo 19-02-2017, 12 51 32Photo 20-02-2017, 14 05 08Photo 19-02-2017, 15 55 20Photo 18-02-2017, 21 51 40

18073299_1671149426247798_1404826319_n18052599_1671149579581116_682714147_n18052538_1671150226247718_425647556_n

Na krańcu świata

Masz takie miejsce, które widzisz, gdy zamykasz oczy? Masz w sobie takie uczucie, które chciałbyś/chciałabyś zatrzymać i marzysz o tym by tak beztrosko sobie trwało?

Ja mam… Właściwie nawet mogę Ci pokazać.

thumb_img_4541_1024

IMG_4575
Jezioro Inle

Pewnie zastanawiasz się teraz co takiego specjalnego jest w tym miejscu. Przede wszystkim świat kontrastów, którego nie znasz, zupełnie wyjątkowy a za razem szokujący. Bieda pomieszana z bogactwem, czyli Birma.

IMG_2201

Birma kojarzy mi się ze szczęśliwymi ludźmi, którzy cieszą się tym co mają, pomimo tego, że nie mają prawie nic. Z ludźmi, którzy potrafią zrobić wszystko bez pomocy nowoczesnych technologii i do, których cywilizacja dopiero dociera. To właśnie sprawia, że to miejsce uosabiam z wolnością i szczęściem.

pic232

IMG_0383

IMG_2630

Nie ma tutaj typowych autostrad, ale niestety trzeba płacić za przejazdy.

IMG_3490.jpg

Nie ma typowych restauracji przy autostradach.

IMG_0982

Ale postój potrafi być przedni.

IMG_4124

IMG_4127

Nie ma typowej komunikacji miejskiej, którą możesz dojechać do pracy, ale nie jest to tutaj nic dziwnego.

IMG_1330

Chociaż “zwyczajne” autobusy też się znajdą.

IMG_4859

Nie ma pięknych domów ani kamienic.

IMG_4623

Do niektórych pewnie nie dochodzą różne usługi telekomunikacyjne.

IMG_4855

Brakuje także toalet z sanitarnymi warunkami.

15233606_1447422991949369_1003187310_o

Nie każdy ma prysznic w domu.

IMG_1961

Nie każdy ma pralkę.

IMG_4483.jpg

Nie zawsze jest czym ani gdzie umyć ręce, chociaż zdarza się znaleźć kreatywne rozwiązania.

IMG_4589

15311427_1457497070941961_1601774880_o
Umywalka w jednej z resturacji.

Rolnictwo nie jest zaawansowane.

15183898_1447422938616041_1651046525_o

A produkcja odbywa się niekiedy powoli.

thumb_IMG_4087_1024.jpg

Praca wymaga odwagi.

thumb_IMG_4098_1024

Cierpliwości.

IMG_1385.JPG

Kreatywności.

IMG_1940

IMG_1010.jpg

Wytrwałości.

IMG_4400

I odpowiedniego zaangażowania.

IMG_1442

IMG_1763

IMG_4448

Jak w każdym kraju jest wiele osób bez pracy starających się o przeżycie. Niestety w Birmie wielu ludzi oddało by wszystko za pieniądze. Polski bezdomny podziękuje za datek i odejdzie tutaj ludzie chcą więcej i więcej, bo wydaje im się, że masz kieszeń bez dna.

IMG_2442

IMG_3369

Restauracje też trochę odstają.

IMG_1198.JPG

Chociaż turyści spokojnie znajdą też miejsca dla siebie.

thumb_IMG_4605_1024

Warzywniaki mają nieco inną formę. Jak w większości krajów w Azji można kupić smażone robaki, owady lub nawet skorpiony.

IMG_1471

IMG_4881

Szczególnym jednak przysmakiem są smażone myszy (te po prawej stronie).

15322326_1457499660941702_2074692514_o

Szkoły bardzo różnią się od tego do czego przywykliśmy. Podobno większość osób kończy tylko szkołę podstawową zaraz po tym jak nauczą się czytać i pisać. W ten sposób już jedenastolatkowie są w stanie podjąć się jakiejkolwiek pracy, żeby wspomóc swoją rodzinę.

Na zdjęciach przedstawione są dzieci, które zostały celowo oddane do sierocińca dla mnichów, ponieważ wtedy otrzymują pełną edukację, pomoc i jedzenie za darmo, których rodzice nie są im wstanie zapewnić.

IMG_2695

IMG_2686

W większości miast zwierzęta pozostawione są same sobie i nie jest to najprzyjemniejszy widok.

IMG_2059

IMG_2462

IMG_4372

Między tym wszystkim pojawiają się niezwykle ciepli ludzie i zapierające dech w piersiach miejsca.

IMG_1422 2

thumb_IMG_4275_1024

IMG_1255

IMG_2122

IMG_1472

Już dawno nie byłam tak podekscytowana wyjazdem w żadne miejsce. Co prawda Azja nigdy mnie zbytnio nie przyciągała, ale natrafiła się okazja, żeby wyjechać do Birmy więc czemu nie. To miejsce już od pierwszych chwil szokuje. Sprawia, że zaczynasz widzieć wszystko w innym świetle, a przede wszystkim doceniać wszystko to co masz. Powszechnie panująca bieda, pomieszana z odrobiną świata wschodniego i bogactwem zabytków to coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam.

Jechałam przez wiele bardzo biednych wsi i po mimo nędzy ludzi zawsze znalazła się złota pagoda lub świątynia. Wyobraź sobie 3 świat, prawdziwe zacofany kraj a po środku tego wszystkiego bezcenne skarby.

Ten wyjazd pokazał mi jak wiele jednak w życiu mamy, i jak mało z tego doceniamy, bo przecież kto by się zastanawiał nad tym, że podstawowe rzeczy takie jak łóżko, zmywarka, buty, internet czy nawet drzwi do domu mogą być swego rodzaju luksusem.

Ten świat mi się podobał, bo był inny, uczący skruchy, pokory, był beztroski, piękny na swój sposób, pozwalający zapomnieć kim jesteś, skąd pochodzisz, ile jeszcze rzeczy musisz zrobić. Tak po prostu sobie tam jesteś, żyjesz, oddychasz świeżym powietrzem, płyniesz łódką po wodzie, czując wiatr i słońce, jesteś tu i teraz.

#BrB

Pam

thumb_IMG_3698_1024

IMG_2015

IMG_2789

IMG_2067

IMG_2854

Kuala Lumpur – Malaysia

Religia kształtuje człowieka. To w co wierzymy, nadaje sens naszemu życiu. Dla jednych jest to Bóg, dla innych Allah, a dla jeszcze innych tzw. karma. Ja wierzę we własne umiejętności, uważam, że każdy jest kowalem własnego losu i jeśli będziemy pracować wystarczająco ciężko, jesteśmy w stanie osiagnać wszystko.

Pomimo to jestem wielką fanką religii przeważającej w Azji czyli Buddyzmu. Wyznawcy tej religii są bardziej przyjacielscy, pomocni oraz uczciwsi. Głównymi założeniami buddyzmu są cztery zasady: nic nie powstaje- nic nie zanika, nic nie jest wieczne- nic nie ma końca, nic nie jest takie samo-nic nie jest różne, nic nie odchodzi- nic nie przychodzi.

Podczas mojej podróży po Azji, poznałam mnóstwo przemiłych ludzi. Jedni chcieli mi pomóc, inni byli zaciekawieni moją historią, jeszcze inni dopytywali o moje pochodzenie. Wszystkich tych ludzi łączy jeden czynnik są buddystami. Odniosłam wrażenie, że wyznawcy tej religii są bardzo otwarci, szczęśliwsi, z daleka można wyczuć bijącą od nich dobroć i szczerość.

Jednak sielanka skończyła się w momencie przekroczenia granicy z Malezją. Kiedy tylko opuściłam lotnisko w Kuala Lumpur, zostałam “zaatakowana” przez kierowców taksówek, oferujących swoje usługi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że każdy z nich chciał dorobić parę dodatkowych myrów oszukując naiwnych turystów.

Kolejne niespodzianki czekały na mnie już następnego dnia. W samym centrum miasta dokładnie w okolicy Petronas Towers, uliczni handlarze sprzedawali zegarki i telefony. Moja czujność uśpiona po pobycie w Tajlandii nie zareagowała wystarczająco szybko, żeby zauważyć że wszystkie te gadżety były kradzione. Zaledwie kilka minut później w pobliskim metrze i ja zostałam okradziona z telefonu, który znajdował się w mojej kieszeni. Dostałam nauczkę, którą zapamiętam na bardzo długo!

Nie chcąc jednak oceniać tego kraju zbyt szybko i pochopnie postanowiłam dać Malezji kolejną szansę. Niestety i tym razem zawiodłam się na tutejszych mieszkańcach…codzienne życie, wyjście do restauracji, sklepu czy chociażby baru było nie lada wyzwaniem. Życie białej kobiety w muzułmańskim kraju zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych. Niedaleko wynajętego przeze mnie mieszkania (przepiękny widok na centrum miasta rekompensował chociaż w części moją niechęć) znajdowała się lokalna restauracja, do której chodziłam na śniadania. Jednak zamówienie jakiegokolwiek posiłku było kolejnym wyzwaniem. Biorąc pod uwagę zasady Islamu, muzułmańscy mężczyźni, mają zakaz patrzenia na inne kobiety oraz zakaz rozmawiania z nimi. Nie mały skandal wywoływałam swoją osobą. Po pierwsze według tamtejszej religii jako kobieta nie mam żadnych praw, po drugie nie mogę mieć swojego zdania,        a już na pewno nie mogę go głośno wyrażać, nie wolno mi się również odzywać nie pytana oraz przy 40 stopniowym upale nadal powinnam zakrywać wszystkie części ciała. Jak łatwo się domyślić nosząc szorty i T-shirt byłam postrzegana jako “półnaga”.

Przez większą część pobytu byłam bardzo sfrustrowana brakiem jakiejkolwiek uwagi… Halo! ja tutaj jestem! To nie powietrze! Jestem tolerancyjną osobą, dlatego rozumiem, że religia narzuca pewne z góry ustalone reguły. Wyznanie muzułmańskie, kształtuje zupełnie inne zachowania, ludzie przedstawiają zupełnie inne wartości, a kradzieże           i oszustwa są na porządku dziennym. Nie mi oceniać czy dana religia jest gorsza czy lepsza, każdy ma swoje zdanie a Kuala Lumpur to zdecydowanie interesujące miasto, na pewno warte odwiedzenia. Jednak trzeba pamiętać, żeby mieć oczy dookoła głowy             i kategorycznie nie ufać żadnemu “przemiłemu” tubylcowi…

#BrB

Kate

Photo 16-02-2017, 16 34 33Photo 17-02-2017, 12 38 50Photo 16-02-2017, 12 32 4522.02 Kuala Lumpur -002Photo 17-02-2017, 13 54 04Photo 17-02-2017, 12 41 39Photo 17-02-2017, 19 44 3322.02 Kuala Lumpur -020Photo 16-02-2017, 12 31 51 (1)

 

 

Maldives or not to Maldives

Przylatuję na lotnisko w Male, moja walizka wychodzi z odbioru bagaży cała oklejona czerwonymi naklejkami z napisem „go to security control”. Panika! Strach w oczach, bo obok napis o bezwzględnym zakazie posiadania i spożywania alkoholu na terenie kraju. W moim bagażu jedynie butelka Dębowej i 14 różnych małych napoi alkoholowych, które dostałam w prezencie od polskiej Stewardessy w samolocie. Naradzamy się ukradkiem jak pozbędziemy się alkoholu, żeby nie spędzić wakacji w więzieniu.

Mam taką zasadę, że podróżując ograniczam sprawdzanie informacji o danym miejscu do minimum. Brzmi to na pewno mało schematowo, ale odkrywanie nowych miejsc nie wiedząc zupełnie co tam na mnie czeka strasznie mnie ekscytuje. Alkoholowa wpadka tak dobrze to ilustruje. Trochę trudniej jest mieć jednak niespodziankę, kiedy wybieramy się na wyspy, ponieważ są one z zasady do siebie podobne. A może wręcz odwrotnie, niespodzianka jest jeszcze większa w przypadku wysp, bo jesteśmy tak mocno nakręceni przez zdjęcia w internecie, biura podróży i relacje znajomych, że kiedy już jesteśmy tam na miejscu czujemy (lekkie) rozczarowanie.

Jeśli jesteś tak jak ja podróżnikiem lub po prostu czasem myślisz, gdzie wyskoczyć na wakacje życia, Malediwy pewnie przeszły Ci przez myśl, może nawet nie raz, a może od dawna masz je na swoim bucket list. Zatem Maldives or not to Maldives? Odpowiedź nie jest prosta ani jednoznaczna.

W gruncie rzeczy są to zwykłe wyspy, na których zbudowane są turystyczne resorty zarabiające fortuny na turystach. Jeśli myślisz, że w Anglii, Szwajcarii lub innych krajach jest drogo pojedź na Malediwy a przekonasz się co znaczy to słowo. Szczerze mówiąc nie kryłam rozczarowania tym faktem, że moja „rajska wyspa” jest sobie po prostu wyspą… tak banalnie jak to brzmi. To wcale nie znaczy, że Malediwy same w sobie mi się nie podobały po prostu może oczekiwałam od nich zbyt wiele.

IMG_8394.JPG

IMG_8270.JPG

Wróćmy do początku, okazało się, że jednak turystów przyjeżdżających z alkoholem jest naprawdę wielu więc alkohol składa się w depozyt i odbiera przy wyjeździe. Uważajcie bo  porn magazines też są niedozwolone :D. Wyszliśmy na zewnątrz lotniska pada siarczysty, ostry, zimny i nieprzyjemny deszcz, przez który zupełnie nic nie widać. Wsiadamy do łódki, która miała nas zawieść na wyspę Meruu, która po prostu podskakiwała niczym kangur przez dobrą godzinę obijając nasze ciała od siebie i od ścian łódki. Szczerze mówiąc ocean był tak wzburzony, że po prostu się bałam.

Na miejscu czekał na nas uroczy domek typowy jak dla nowożeńców dużym zaskoczeniem było dla nas to, że domek miał też część zewnętrzną na otwartym powietrzu, gdzie znajdowała się toaleta, prysznic, jacuzzi i leżaki. Mycie się codziennie pod gołym niebem było czymś naprawdę ekstra.

thumb_IMG_5437_1024

thumb_IMG_5440_1024

Wyspa jest cała pokryta koralowym piaskiem, który zupełnie nie przykleja się do stóp i robi ogromne wrażenie. Codziennie około godziny 17.30 z piasku wyłaniają się tysiące małych krabów w kolorze takim jak sam piasek i opanowują całą wyspę, dlatego po ciemku, czyli już ok. 18 należy bardzo uważać na co się staje.

pic1.jpg

W ciągu dnia na Malediwach zdarza się zobaczyć największy na świecie gatunek nietoperzy owocowych tzw. latających lisów, z reguły niegroźnych dla człowieka, ale trzeba uważać, bo zrzucają odchody w kolorze atramentu być może prosto na Ciebie 😉

IMG_27387.jpg

Największym atutem wyspy jest oczywiście rafa koralowa, moim zdecydowanym faworytem podwodnego świata są rekiny rafowe wśród których możesz sobie spokojnie pływać i żółwie, które skradły moje serce. Tak naprawdę pływając czy snorkelując nie wiesz do końca co jest obok Ciebie. Dlatego fajną adrenaliną jest pływanie nocą.

Gdy snorkelowaliśmy dość daleko od naszej plaży nagle zerwał się sztorm, ponownie rwący wiatr i bardzo silne fale. Zaczynamy płynąć do brzegu, fale i wiatr odpychają nas w drugą stronę, sytuacja robi się dramatyczna, bo mój towarzysz nie ma już siły płynąć dalej jesteśmy dopiero w połowie drogi do brzegu, ale się nie poddajemy. Nagle przy moim ciele pojawiła się płaszczka, której powierzchnia ciała po prostu mogła mnie pokryć. Zastygłam w tej zbuntowanej wodzie po prostu zastygłam, bałam się ruszyć.

DCIM100GOPRO

Jeśli mówimy o Malediwach to dostarczyły mi one kilku fantastycznych emocji, ale też czułam się trochę zwiedziona. Pogoda płatała nam straszne figle, przez połowę czasu padało, jak nie padało to słońce było schowane za chmurami, a gdy już było słońce to woda była zimna i w sumie średnio przyjemna. Oczywiście nie tak zimna jak nasz Bałtyk, ale nie było to to czego się spodziewałam. Na zdjęciu widać moją drogę do domku.

thumb_IMG_5852_1024.jpg

Mieliśmy pakiet all inclusive, ale mimo wszystko było mnóstwo rzeczy po za pakietem lub tylko częściowo w pakiecie. Wyżywienie i napoje były bardzo przeciętne. W pakiecie mieliśmy cały alkohol wliczony w cenę, ale patrząc na to, że normalnie jeden drink kosztował 10 euro powiedziałabym, że był wart może ze 3 euro najwyżej.

thumb_IMG_6095_1024.jpg

Ponadto ważnym czynnikiem, który braliśmy pod uwagę przed wyjazdem był obszar nadający się do pływania wokół wyspy dlatego wybraliśmy akurat Meruu, bo w porównaniu do pozostałych podobnych ofert ten obszar był zdecydowanie większy. Niestety mocno dawało się odczuć prądy wodne.

Podsumowując Malediwy to naprawdę przyjemne i relaksujące miejsce, idealne do odkrywania podwodnych sekretów. Ja może jednak miałam zbyt wysokie oczekiwania wobec tej wysypy a przy tym zabrakło mi trochę pogody, trochę ładniejszej plaży, trochę większej rafy koralowej w okół wyspy i trochę lepszego jedzenia. Na Malediwy na pewno warto pojechać, ale może najpierw lepiej sprawdzić inne wymarzone miejsca.

#BrB

Pam

thumb_IMG_5495_1024IMG_6370IMG_6045IMG_6192thumb_IMG_5567_1024thumb_IMG_5982_1024thumb_IMG_5973_1024thumb_IMG_6416_1024thumb_IMG_6037_1024IMG_8170thumb_IMG_5992_1024

Bangkok – Thailand

7 rano dzwoni budzik…szybko, szybko, ubranie, śniadanie, aparat, plecak, butelka wody i jestem gotowa na wielogodzinne zwiedzanie zabytków i światyń. Cały dzień w biegu, szybko, szybko, trzeba kupić bilety, postać w kolejce do wejścia, zrobić milion takich samych zdjeć, szybko, szybko, bo zamkna muzeum zanim zdażymy wszystko zobaczyć….ufff na szczeście to tylko zły sen 😛

W Bangkoku jest zupełnie inaczej, bycie w tym mieście, jest jak powrót do domu, do miejsca które dobrze znasz i w którym “nic nie musisz”. Dla mnie jest to szczególny i magiczny czas, w którym moge totalnie sie zrelaksowac, nie martwić o to co będę robiła jutro, o to co trzeba zaplanować i co trzeba zobaczyć. Specjalna aura która tam panuje sprawia, że ludzie sa dla siebie milsi, częściej się usmiechaja i zdecydowanie sa tam szcześliwsi. Nie jestem “typowym” turysta biegajacym od zabytku do zabytku z aparatem na szyi. Ja zdecydowanie lubie sie wyspać, a potem po prostu spacerować po miescie, zgubić sie od czasu do czasu i odkrywać jego tajemnice od strony mieszkańca. Moim zdaniem miejsca przeznaczone dla turystów, nie sa prawdziwym wizerunkiem miasta, to fikcyjny obraz wykreowany żeby zarabiać pieniadze. Realny życie zaczyna sie tam, gdzie kończa sie turyści. Czy nie boje sie zboczyć z utartych i sprawdzonych ścieżek? Zdecydowanie nie! Bangkok jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc w jakich byłam. Statystyczny Polak przyjeżdżajacy na wakacje do Tajlandii, pierwsze co doznaje szoku! Jak można życ w takich warunkach? Jak można mieszkać w tak brudnych miejscach? Jak można przyzwalać i akceptować prostytucje? Jak można jeść posiłki na ulicy gdzie nawet nie ma bieżacej wody do umycia naczyń? MOŻNA! Pomimo, iż to wszystko zapewnie brzmi dla Was przerażajaco, bo zostaliśmy wychowani w zupelnie innej kulturze, dla Tajów jest to zupełnie normalne. Jedzenie rekoma zamiast nożem i widelcem, 7 letnie dzieci handlujace kwiatami, kobiety (tudzież meżczyźni przebrani za kobiety) oferujace swoje usługi, łodzie jako główny środek transportu, to wszystko składa sie na ta niesamowita kulture, której pod żadnym wzgledem nie powinnismy oceniać. To jest świat w jakim ci ludzie funkcjonuja, w jakim zostali wychowani i w jakim dorastali, wiekszość z nich nie zna innego, a ten przyjeli za coś normalnego i oczywistego.

Dla mnie najwiekszym szokiem, szczególnie podczas mojej pierwszej wizyty w Bangkoku była prostytucja. W nocy, prawie na każdej ulicy można zauważyć kobiete, albo tak jak już wcześniej wspomniałam meżczyzne przebranego za kobiete tzw ladyboy-a, oferujaca swoje usługi. Powstało bardzo wiele klubow, barow oraz restauracji, gdzie pół nagie kobiety prezentuja swoje wdzieki, liczac na zainteresowanie ze strony meżczyzn i możliwość łatwego zarobku w ciagu nocy. Przypomina to troche sklep z lalkami dla dorosłych, przychodzisz, ogladasz, wybierasz ta która ci sie podoba, płacisz i zabierasz do domu. Jesteście w szoku? Ja na poczatku też byłam! I trust me bardzo długo nie mogłam, zaakcepować tej formy zarabiania na życie. Miliony myśli w głowie, jak można sprzedawać swoje ciało, jak można nie szanować sie do tego stopnia, jak nisko trzeba upaść, żeby zarabiać w ten sposób, czy one robia to z przymusu, czy z własnej woli? Dopiero po jakimś czasie i poznaniu kilku przemiłych mieszkanców Tajlandii zrozumiałam! To nie jest przymus tylko dobra wola, to nie jest praca tylko zabawa, to nie jest obowiazek tylko cheć zarabiania. Prostytucja to praca jak każda inna, może z wyjatkiem tego, że daje wiecej wolności, możliwości i swobody. Każda pracujaca dziewczyna sama decyduje w jakie dni i w jakich godzinach pracuje, sama wybiera “klientów” i nie ma obowiazku sypiania z każdym! Bardzo czesto dla młodziutkich Tajek jest to świetna zabawa, taniec, alkohol, przyjaciele, znajomi i łatwo zarobione pieniadze w ciagu kilku godzin. A jeśli lubisz to co robisz, można powiedziec ze jest to praca marzen 😛

Zdecydowanie nie jestem osoba, która ocenia innych ludzi i nie lubie kiedy ludzie oceniaja mnie. Staram sie poznać i zrozumieć, odkrywać nowa kulture, analizować szokujace poglady i zaakceptować wybory tych ludzi. Nie staram sie was teraz przekonać, że prostytucja jest czymś dobrym. Staram sie zwrocić wasza uwage na to jak bardzo nasze myślenie i sposób w którym zostaliśmy wychowani sa ograniczone. Od najmlodszych lat wszyscy wkładaja nam do głowy, że prostytucja, jest czymś złym, że seks za pieniadze to dno, a wiecej niż jeden partner w ciagu nocy to brak szacunku do samego siebie. A co by sie stało gdyby to wszystko odwrocic? Czy ludzie potrafia wyjść poza granice swojego umysłu i zaakceptować coś co w naszym świecie jest niedopuszczalne? Czy potrafimy być na tyle tolerancyjni, żeby powiedzieć ” ok ja bym tego nie zrobila, ale nie widze poroblemu w tym, że ty uprawiasz seks za pieniadze, twoje życie twoja sprawa”?

#Brb

Kate

Every airport has own story

Lotnisko w Pekinie…czekam już 6 godzin, pozostały zaledwie 3 do kolejnego lotu. Tym razem bezpośrednio do Bangkoku. Pomimo iż lotnisko jest ogromne i przepięknie zaprojektowane ma jedną wadę. Chociaż to be honest with you guys, to nie wada lotniska a całego kraju, a mianowicie brak dostępu do social media. I co z tego ze wszędzie jest dostęp do nielimitowanego Wi-Fi skoro Facebook, Instagram czy Snapchat nie działają. Właśnie uświadomiłam sobie jaką kontrolę sprawują te portale nad naszym życiem…

Pomijając ten mankament lotnisko w Pekinie jest bardzo nowoczesne i stylowe, dobrze oznakowane dzięki czemu nie da się tam zgubić 😉 Od kiedy pierwszy raz leciałam samolotem, albo raczej od kiedy pierwszy raz 15 lat temu znalazłam się na lotnisku jest to jedno z moich ulubionych miejsc. Nie jedno konkretne lotnisko, tylko ogólnie każde. Te miejsca mają w sobie pewną magię, atmosferę zbliżającej się przygody, podróży w nieznane na drugi koniec świata. Lotniska są niemymi świadkami wielkich rozstań i powrotów, prawdopodobnie więcej par wyznało sobie miłość na lotnisku niż przed ołtarzem 😛 Każda wizyta w miejscu gdzie zaczynają się spełniać marzenia przyprawia mnie o motyle w brzuchu i ekscytacje.

Uwielbiam przyglądać się ludziom, którzy spieszą się na samolot, rodzinom, które lecą na długo wyczekiwane wakacje, businessmenom w garniturach, backpakersom, którym do szczęścia potrzebne są tylko plecaki i głowa pełna pomysłów, starszym osobom lecącym w odwiedziny do swoich dzieci. Każda z osób na lotnisku ma swoją własną historię i pomimo iż destynacja może być ta sama cel zazwyczaj jest inny.  Uwielbiam stewardesy i pilotów w uniformach. Co prawda te zawody nie są już tak prestiżowe i nie osiągalne jak kilkanaście lat temu, ale nadal mają w sobie coś z elegancji i “lepszego życia”. Zawsze podziwiałam pracę personelu pokładowego, stewardessy zazwyczaj pomijane i nazywane podniebnymi kelnerkami, w razie katastrofy lotniczej to one wiedzą jak w 90 sekund wydostać nas z samolotu, to one zaryzykowałyby swoje życie, żeby ocalić zupełnie przypadkowych pasażerów.

Lotnisko jest początkiem również i mojej przygody, a ten post początkiem relacji z wyjazdu do Azji. Pięć krajów – Tajlandia, Malezja, Hong Kong, Birma, Malediwy…pięć różnych postów z tego co nas tam spotkało, a działo się bardzo dużo! 

Lepiej zapnijcie pasy bezpieczeństwa, ponieważ lecimy do Azji!!!! 😊

Słodko-gorzki smak podróży

Kiedy dużo podróżujesz ludzie mówią “jaka jesteś światowa”, “Tobie to dobrze”, “niektórym się powodzi”, “ale Ci zazdroszczę”, “gdzie tym razem lecisz” niektóre określenia bywają uszczypliwe, inne dodają skrzydeł. Niestety smak podróży bywa bardzo gorzki. Za każdym razem, gdy przeprowadzam się w nowe miejsce opuszczam to co zdążyłam pokochać, opuszczam miasto, które stało się moim nowym domem, a przede wszystkim ludzi, którzy stali się ważną częścią mojego życia. Każda nowa podróż to wyzwanie, ale zostawienie za sobą starych rozdziałów na rzecz budowania nowych to najtrudniejsze z czym przychodzi się zmierzyć.

Za każdym razem mówię sobie, że już więcej tego nie zrobię, bo smak rozstania łamie mi serce, a nowe początki no cóż ja ich nie lubię…. Bo każdy kraj to swego rodzaju podróż w nieznane, w którym język danego, kraju potrafi być naprawdę najmniejszą przeszkodą do pokonania.

Ponadto przeprowadzka wiąże się trochę z rutyną. Znowu musisz wydeptać swoje ścieżki, znowu musisz poznać nowych ludzi, znowu czeka Cię cała biurokracja związana z Twoim pobytem, znowu musisz znaleźć sklepy, w których codziennie przez następny rok będziesz robić swoje zakupy, “nowe” tramwaje, autobusy, parki, kina, siłownie i wiele, wiele innych rzeczy, które składają się na Twoje “nowe” życie. Oczywiście te rzeczy potrafią być naprawdę ekscytujące i ciekawe, ale robienie tego po raz 8, 9, 10 bywa uciążliwe. Szczególnie, że nagle okazuje się, że siłownia w Stanach jest sto razy lepsza niż ta w Paryżu, że Twój ulubiony sklep spożywczy w Amsterdamie nie równa się z tym w Mediolanie, że Twoich ukochanych produktów z Wiednia nie można nigdzie dostać w Londynie, że loty były tańsze tu a nie tam, że lepszych przyjaciół poznaliśmy gdzie indziej. Upraszczając często okazuje się, że coś co mieliśmy wcześniej było lepsze, a teraz musimy się przystosować do “nowej” rzeczywistości.

Nawet jeśli już podróżujesz i od dawna nie siedzisz cały czas w tym samym miejscu to pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia, którą jest tęsknota za domem. To jedna z niewielu rzeczy, która podczas podróżowania się nie zmienia. Nie ma w moim życiu lepszego uczucia niż ten moment, gdy po długim czasie nieobecności przylatuje do Warszawy, siadam na swojej ukochanej kanapie, zaparzam herbatę w ulubionym kubku, otoczona najbliższymi i mnóstwem wspomnień, które zawsze wracają gdy jestem w domu. Nie potrafię nawet opisać jaką zołzą jest tęsknota.

Więc po co to wszystko? Gdzie jest słodycz podróży? Każda przeprowadzka, każda nawet mniejsza podróż zmienia to kim jestem dzisiaj i kim będę jutro. Czasami jeden dzień w obcym kraju, na innym kontynencie potrafi zmienić wszystko w co do tej pory wierzyłam i myślałam. Pomnożone razy 365, to ja bogatsza o 365 nowych perspektyw.

Dlatego podróż to połączenie jednych z najpiękniejszych chwil, a z drugiej strony gorzki smak rozstań, tęsknoty i zostawiania za sobą tak wielu cennych rzeczy.

#BrB

Pam